Czas abolicji, pora na deklaracje

Już niedługo wszyscy nierzetelni podatnicy będą mogli oczyścić swoje sumienie. Zapłacą za to 12 proc. podatku. W nowym roku będziemy się spowiadać przed fiskusem z naszego majątku – Sejm uchwalił w czwartek ustawę o abolicji podatkowej i wprowadzeniu deklaracji majątkowych.

Głosowanie przebiegało nadspodziewanie spokojnie. Za było 221 posłów (z koalicji SLD-PSL-UP), przeciw 155 z opozycji.

Wcześniej abolicja i deklaracje majątkowe rozpętały gorącą dyskusję. – To niemoralne, to policzek dla uczciwych podatników – grzmiała opozycja. Padały zarzuty, że ustawa jest niezgodna z konstytucją. Deklaracje majątkowe budziły mieszane uczucia – wprawdzie opozycja przyznawała, że są potrzebne, ale jednocześnie twierdziła, że ustawa jest źle napisana i obejmie zbyt wielu podatników.

Rząd odrzucał te argumenty, a Ministerstwo Finansów wszczęło olbrzymią kampanię informacyjno-propagandową. Minister finansów Grzegorz Kołodko na jednej z konferencji prasowej rozdawał dziennikarzom marchewki, na innej, trzymając w ręku nożyczki, ostrzegał, że dobrze się przyjrzy, kto jest przeciw ustawie ("uderz w stół, a nożyce się odezwą" – mówił).

Ustawa przeszła niemal dokładnie w takim kształcie, jak chciał rząd – Sejm przyjął poprawki – zgłoszone wcześniej przez posła Marka Olewińskiego, które opracował resort finansów. Z jednym wyjątkiem – Sejm był mniej łaskawy niż rząd. Nie zgodził się na proponowaną przez rząd stawkę podatku abolicyjnego – 7,5 proc. i podwyższył ją, ale tylko do 12-proc. Taką część ujawnionego dochodu zapłacą osoby korzystające z abolicji. Kolejno przepadały wszystkie propozycje opozycji – stawki 50, 40, 30 i 19 proc. Za 12 proc. stawką głosowała zgodnie cała koalicja, a rząd już się z nią pogodził.

 – Nie będziemy zmieniać tego w Senacie – powiedziała nam wiceminister finansów Irena Ożóg. – W ogóle chcielibyśmy, żeby ustawa wyszła z Senatu bez poprawek.

Czy podwyżka stawki zniechęci do ujawnienia się część podatników z szarej strefy? – Trudno powiedzieć – przyznała min. Ożóg. Według niej zainteresowanie abolicją jest bardzo duże, zwłaszcza wśród osób nielegalnie pracujących za granicą. – Boję się, że podwyżka stawki może sprawić, że część tych osób zrezygnuje ze zgłoszenia się – dodała.

Co jeszcze uchwalił Sejm? Doprecyzowano definicję przestępstwa, z czym na początku rząd i parlament miały spore kłopoty. Przypomnijmy – dochody z przestępstwa nie podlegają abolicji. Podwyższono karę za niezłożenie deklaracji majątkowej – najwyższa możliwa do zasądzenia grzywna za brak deklaracji lub za deklarację źle wypełnioną wyniesie 7 mln 200 tys. zł, najniższa – 250 zł. Grozi też za to do dwóch lat więzienia.

Ujawniając się, nie będzie trzeba wyjaśniać, skąd pochodzą ukryte dochody. Gdyby nie było takiego przepisu, pracujący na czarno, którzy złożyliby deklarację abolicyjną, jednocześnie donosiliby na swego pracodawcę. Opisać źródło dochodów trzeba będzie dopiero wtedy, gdy zapyta o nie urząd skarbowy.

Posłowie zgodzili się też na inną zmianę: żaden funkcjonariusz państwowy – poseł, senator, prezydent, wójt, burmistrz gminy czy inny urzędnik (pełniący funkcję od 1990 do 2002 roku) – nie będzie mógł skorzystać z abolicji.

Nie skorzysta z niej też część tych, którzy już "wpadli" na niepłaceniu podatków – Sejm zdecydował, że abolicja nie obejmie tych nierzetelnych podatników, w sprawie których wszczęła już postępowanie policja, prokuratura lub Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Zaostrzono też rygory postępowania z deklaracjami majątkowymi – będą je mogli przyjmować tylko urzędnicy, którzy dostaną upoważnienie od naczelnika urzędu skarbowego. Urzędnik taki musi mieć certyfikat dopuszczający go do informacji niejawnych – oznacza to, że będzie sprawdzany przez policję lub służby specjalne.

Sejm nie zgodził się na ujawnianie nazwisk osób, które skorzystały z abolicji.

Sporo poprawek posłowie wprowadzili do przepisów dotyczących deklaracji majątkowych. Kto wie, czy nie najistotniejsza z nich polega na tym, że osoby, które nie mają obowiązku wypełniania deklaracji (mają zbyt mały majątek), nie będą musiały składać specjalnych oświadczeń w urzędzie skarbowym.

Sporo przepisów posłowie próbowali napisać jaśniej, doprecyzowali niektóre pojęcia. Z ujawnienia w deklaracji zwolniono ubranie, narzędzia niezbędne do pracy zarobkowej wykonywanej osobiście, rzeczy niezbędne ze względu na ułomność fizyczną (protezy, sztuczne szczęki itp.).

Ustawa "o jednorazowym opodatkowaniu nieujawnionego dochodu" trafi teraz do Senatu. W życie wejdzie dwa tygodnie po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw.

Źródło: Gazeta Wyborcza