Jak można przetrwać

Ben Gill, prezes Krajowego Związku Rolników Wlk.Brytanii, oraz prezes Konfederacji Europejskiego Rolnictwa.

Jaki jest największy problem brytyjskiego rolnictwa?

Ben Gill: Fakt, że jest niedochodowe. Koszty produkcji w większości regionów kraju są wyższe niż to, co rolnicy mogą osiągnąć na rynku. To wynika z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jesteśmy poza sferą euro i funt pozostaje silną walutą. Kilka lat temu za ówczesne euro dostawaliśmy 95 pensów, dziś 64,02 pensa, a w minionym roku było tylko 57 pensów. To bardzo utrudnia eksport. Drugą przyczyną naszych trudności jest sposób, w jaki rząd narzuca dyrektywy UE. Są nie adekwatnie i niepotrzebnie "przeregulowane", a rząd nie interweniuje w oczywiste absurdy.

Trzeci problem naszego rolnictwa to brak współpracy między naszymi farmerami. To identyczny problem, jaki ma polskie rolnictwo.

W jaki sposób zachęca pan rolników do współpracy? To w Wielkiej Brytanii zawód ludzi raczej starszych, a więc nieskorych do zmian?

Średnia wieku w naszym rolnictwie czyni mnie młodym rolnikiem, bo nie mam jeszcze 58 lat. Rzeczywiście możliwości uzyskania lepszych dochodów w rolnictwie niż w innych dziedzinach są bardzo nikłe. Trzeba mieć duży kapitał, aby prowadzić rolniczy biznes. Stąd młodzi wybierają pracę w mieście.

Powiedział pan, że drugim – obok silnego funta – problemem waszego rolnictwa jest sposób, w jaki rząd narzuca dyrektywy Unii Europejskiej.

Według naszej służby cywilnej, która odpowiada za wprowadzanie dyrektyw, wszystko musi być spełnione precyzyjnie co do kropki, bez względu na błędy. Dam prosty przykład. Jednym z procesów wspierania rolnictwa jest interwencyjny skup sproszkowanego półtłustego mleka. Takie mleko jest pakowane w workach, po 40 na jednej palecie, łącznie tona. Sprzedaje się je w 40-tonowych blokach. Do niedawna procedura przy dostawie była taka, że sprawdzano każdą paletę biorąc próbkę mleka z jednego worka. Dziurawy worek nie nadawał się do sprzedaży. W ten sposób na każdej palecie brakowało jednego worka, w całym pakiecie jednej tony. Aby dopełnić dostawy trzeba było dodać za darmo jedną tonę. Zmieniliśmy tę procedurę. Po prostu zakleja się worek po próbce.

W brytyjskiej prasie często można przeczytać komentarze, że więcej farmerów powinno przejść na produkcję żywności organicznej i bliżej współpracować z supermarketami, które twierdzą, że muszą importować taką żywność, aby zaspokoić popyt. Dlaczego wasi rolnicy pozostają niechętni wobec tej mody?

Bo to tylko moda. Oczywiście jest rynek na taką żywność. Nasz rząd nie zdołał wprowadzić dostatecznych zachęt finansowych, tak jak ma to miejsce w innych krajach UE, skąd nasze supermarkety importują taką żywność. To się zmienia, ale przy subsydiach popełniono dużo błędów i mamy dzisiaj na przykład nadprodukcję w sektorze mlecznym czy warzywnym. Nie mówiąc o mięsie wołowym czy jagnięcym. Tak więc ceny spadły poniżej cen produkcji. Mamy więc ludzi, którzy zrezygnowali z produkcji organicznej i powrócili na normalny rynek.

Jak wasi rolnicy postrzegają rozszerzenie Unii Europejskiej?

Są świadomi problemów, jakie rozszerzenie niesie. Dla Wielkiej Brytanii, geograficznie odległej od krajów kandydujących, nie są to zresztą problemy tak bezpośrednie jak na przykład dla Austrii. Potencjał taniej siły roboczej wokół Austrii jest ogromny. Wiosną tego roku byłem w Czechach. 50 mil od granicy austriackiej widziałem olbrzymią farmę z 480 pracownikami. Ich średnia płaca miesięczna to ok. 200 funtów. Za granicą, w Austrii jest czterokrotnie wyższa. Co się więc stanie po rozszerzeniu UE? Podniosą się płace w Czechach i Polsce, czy ludzie będą przeć do pracy w Austrii i Niemczech?

Czy prawdą jest, że roczny dochód brytyjskiego rolnika, wynosi 10 tysięcy funtów? To poniżej minimalnej gwarantowanej przez rząd płacy.

Tak, to prawda. W tych 10 tysiącach jest i to, co rolnik musi zainwestować. A więc czysty dochód będzie nawet mniejszy.

Jaki udział w tych 10 tysiącach mają subsydia państwowe?

Różne branże mają różne subsydia. Dla mleczarstwa są one minimalne. Ale jeśli mówimy o farmach hodowlanych dotacje wynoszą około 100 funtów na jeden akr i zostały uzależnione od intensywności produkcji. Na mojej farmie, zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej przysługiwałoby mi ok. 115-120 euro na 1 akr. Czyli ok. 75 funtów. Moja farma, to około 130 hektarów. Uprawiam zboża, w tym kasze, rośliny oleiste. Hoduję także owce.

Jakie miałby pan rady dla polskich rolników?

Współpracować ze sobą i eliminować pośredników z łańcucha produkcji żywności. Tylko w taki sposób mamy szanse przetrwać. Zarówno rolnicy polscy, jak i brytyjscy.

Źródło: Rzeczpospolita