Negocjacje z UE: rzeka mleka i nic więcej?

 – O ile możliwe jest podniesienie kwoty mlecznej, to nie da się zwiększyć poziomu dopłat bezpośrednich ponad 25 proc. proponowane przez Komisję Europejską – mówi minister rolnictwa Danii Marian Fischer Boel.

 – Jestem świadoma strony psychologicznej negocjacji i że trzeba „sprzedać” obywatelom ich wynik, ale nie chcę rozbudzać zbytnio oczekiwań w sprawie dopłat, gdyż nie sądzę, aby podniesienie ich poziomu było możliwe – powiedziała w czwartek w rozmowie z polskimi korespondentami z Brukseli. Jej zdaniem nie pozwalają na to postanowienia budżetowe Unii z Berlina z 1999 roku. Co więcej, na razie kilka kluczowych krajów – z Niemcami włącznie – w ogóle nie chce słyszeć o dopłatach. Tak więc finał będzie taki sam, bądź bardzo bliski propozycji Komisji: 25 proc. w pierwszych roku członkostwa jest nie do ruszenia.

Min. Boel zapewniała, że Dania, która obecnie przewodzi Unii, zrobi wszystko co w jej mocy, by negocjacje członkowskie skończyły się w grudniu, a unijne stanowisko na rokowania rolne z kandydatami zostało przyjęte na szczycie UE w Brukseli pod koniec października. Aby tak się stało, trzeba, by najpierw same kraje Unii, a potem Piętnastka do spółki z kandydatami wykazali się wolą kompromisu. Min. Boel jest przekonana, że pomoże w tym poczucie „historycznej wagi procesu rozszerzenia”. – Nie chodzi tu przecież o same dopłaty czy ceny artykułów rolnych, ale o zjednoczenie kontynentu – przekonywała. – Żaden z krajów UE nie odważy się zablokować tego procesu.

Kompromis będzie miał swoją cenę. Dla Polski oznaczać może wyzbycie się wielu negocjacyjnych iluzji jak ta, że w wyniku twardych rokowań dostaniemy więcej dopłat. Zdaniem pani minister nie jest też możliwe przesuwanie pieniędzy z funduszy przeznaczonego na rozwój obszarów wiejskich na dopłaty bezpośrednie. To byłoby ruch dokładnie w odwrotnym kierunku, niż chciałaby widzieć rozwój polskiego rolnictwa Unia. – To coś nie do wyobrażenia – ucięła. – Inaczej zatrzymany zostałby proces restrukturyzacji wsi.

„Sprzeczny z duchem jednolitego rynku” jest w opinii duńskiej minister inny z pomysłów wicepremiera Kalinowskiego: utrzymanie przez klika lat ceł na zboża, wołowinę i mleko z Unii. Choć resort rolnictwa chciałby w ten sposób zagwarantować polskim rolnikom warunki równej konkurencji z dotowaną w większym stopniu żywnością z UE, min. Boel skomentowała to krótko: „Nie ma o tym mowy”.

Min. Boel zapowiedziała jednak elastyczność Unii w sprawie limitów produkcyjnych. Przyznała, że według jej rozeznania Polska ma szansę na wynegocjowanie wyższej niż proponuje Komisja Europejska kwoty mlecznej (limit produkcji mleka w kraju). Nie chciała jednak spekulować, jak duża mogłaby to być korekta na naszą korzyść. Na razie Komisja proponuje kwotę na poziomie blisko 9 mln ton rocznie, Polska domaga się docelowo ponad 13 mln ton.

Do wynegocjowania – ale dużo później, już po rozszerzeniu – jest też długość okresu przejściowego na dochodzenie do pełni dopłat. Min. Boel uważa, że można go skrócić przy okazji debaty o poważnej reformy Wspólnej Polityki Rolnej, która zacznie się w 2006 roku.

Wymieniając wszystkie „nie” Unii, duńska minister użaliła się nad losem swojego polskiego odpowiednika, któremu przyjdzie negocjować w tak trudnych warunkach: z jednej strony stanowczość Unii, z drugiej oczekiwania wsi i populizm. – Jestem całkiem świadoma trudnej sytuacji ministra rolnictwa, bo słyszałam o osobie, która się nazywa Lepper – mówiła Boel. – On [Lepper – red.] wydaje się przysparzać dużo problemów ministrowi rolnictwa, więc nie zazdroszczę.

Źródło: Gazeta Wyborcza