Po wizycie Fischlera: więcej prezentów nie będzie

Nikt nie miał złudzeń co do tego, że wizyta Franza Fischlera, komisarza Unii ds. rolnictwa przyniesie jakikolwiek przełom w negocjacjach rolnych. Owszem, jak to zwykle wypada, gość nie przybył z pustymi rękoma i wręczył gospodarzom mały prezent – wcześniejsze przygotowanie stanowiska w sprawie dopłat dla rolników. Dla krajowych negocjatorów to postęp w debacie rolnej, która ze względu na koszty i brak zgody w krajach „piętnastki” odkładana była niemalże na ostatnią chwilę. Taka sytuacja rodziła z kolei obawy o dyktat Brukseli i brak czasu na jakiekolwiek negocjacje.

Czy to oznacza, że ominęliśmy rafy i w zgodzie podążamy do celu? Czy wcześniejsze przygotowanie przez Brukselę stanowiska tak naprawdę coś zmieni? W końcu, czy polscy negocjatorzy będą w stanie jeszcze coś ugrać w tej grze do złudzenia przypominającej pokera? Miejmy nadzieję, że chociaż do końca uda im się zachować zimną krew.

Jednak nie ma co ukrywać, że więcej prezentów nie będzie. Głównym celem wizyty komisarza był marketing unijnej oferty, a w kuluarach coraz wyraźniej nabierało kształtów nie tylko polskie stanowisko, ale wręcz warunki członkostwa. To właśnie poglądy Franza Fischlera wyznaczą główne kierunki walki i obrony krajowego sektora rolnego.

Niektórzy krajowi politycy długo czekali na możliwość wyrażenia swojego stosunku do unijnej oferty dla polskiego rolnictwa. I się doczekali, bo lepszej okazji jak wizyta samego Franza Fischlera, nie można sobie wymarzyć. Krewka postawa kilku rolnych watażków, którzy w parlamencie posiłkując się gwizdkami zbojkotowali przemawiającego komisarza, dała upust rozgoryczeniu większości obywateli. Miejmy nadzieję, że unijny polityk nie należy do ludzi pamiętliwych.

Ale czy można się dziwić zachowaniu kilku posłów, skoro niezaprzeczalne argumenty przedstawiane przez polskich negocjatorów nie trafiają do unijnych urzędników? Czy równe traktowanie to zbyt hojna postawa jak na solidarną Europę?

Źródło: Puls Biznesu