Kama Foods – możliwa upadłość

Jeśli w ciągu najbliższych dni do Kama Foods nie wpłyną pieniądze, upadłość jest nieuchronna. Spółka ma stratę z bieżącej działalności, a termin pierwszej raty płatności dla wierzycieli objętych układem sądowym (ok. 2 mln zł) mija na początku października.

Z planu restrukturyzacji, jaki opracował zarząd spółki, wynika, że możliwe jest odzyskanie przez nią płynności i zysków (w ciągu 2-3 lat) oraz spłata rat wierzycielom układowym, zaległych pensji i zobowiązań wobec skarbu państwa. Także odzyskania w ciągu najbliższych 3-4 lat do 25 proc. udziału w rynku olejów jadalnych. Sukces tego planu był uzależniony od skupu przez spółkę do 200 tys. t rzepaku w tegorocznej kampanii. Tymczasem zrealizowano tylko 8 proc., gdyż żaden bank nie zgodził się na udzielenie kredytu skupowego, mimo że spółka oferowała m.in. zabezpieczenie w postaci swych akcji. Środków na rzepak nie zapewnili właściciele. Dresdner Bank, który zapowiadał pomoc w znalezieniu kapitału niezbędnego do restrukturyzacji organizacyjno-finansowej spółki, nie przekazał jej jeszcze żadnych środków.

Wymagające banki

 – Kama nie może zostać naszym kredytobiorcą, gdyż nie wywiązała się z danych nam wcześniej zobowiązań oraz nie przedstawiła propozycji zabezpieczenia możliwego do zaakceptowania w aktualnej sytuacji przedsiębiorstwa – mówi Henryk Pietraszkiewicz, wiceprezes BGŻ.

 – Wymagania gwarancyjne banków są tak wielkie, że żaden zarząd prowadzący restrukturyzację firmy nie jest ich w stanie spełnić. Bankom się nie spieszy, tworzą sztuczne przeszkody i jak już jest się bliskim ich spełnienia, to firma znajduje się na skraju bankructwa – jest przekonany Robert Mucha, szef rady nadzorczej Kama Foods. Zarząd spółki nie mogąc pogodzić się z myślą o jej upadku wskazuje, że ratunkiem dla niej, pracowników i częściowo dla budżetu państwa byłby udział w programie zaproponowanym przez premiera Kołodkę, ale czy uda jej się przetrwać kolejne kilka miesięcy? W zakładzie wyliczają, że średnioroczne wpłaty spółki do budżetu to 20 mln zł, a w przypadku upadłości skarb państwa przejmuje m.in. zobowiązania wobec pracowników.

Pieniądze są Kamie niezbędne, gdyż po 7 miesiącach tego roku ma zaledwie 4,8 mln zł wpływów ze sprzedaży i usług zleconych, a jej stratę wyliczono na 20 mln zł. Wczoraj Dresdner Bank zdecydował się na przekazanie spółce pieniędzy na zakup ok. 15 tys. t surowca. To o wiele za późno i za mało, by można jej skutecznie pomóc.

Pod ciężarem długów

Zadłużenie ogółem spółki wynosiło ponad 300 mln zł, a po jego niedawnej restrukturyzacji to 85 mln zł, z czego postępowaniem układowym objętych jest nieco ponad 30 mln zł, a reszta to zobowiązania wobec: banków, urzędów i pracowników. Zaległości firmy wobec załogi na koniec sierpnia tego roku sięgają nieco ponad 5 mln zł, a w przypadku upadłości i konieczności zapewnienia odpraw i odszkodowań to 14 mln zł.

Prawie 500 pracowników cierpliwie czeka na rozwiązanie podstawowych problemów firmy, natomiast 3 osoby reprezentujące Związek Zawodowy Solidarność ’80 kilka dni temu złożyły wniosek o jej upadłość. Jeśli warszawski sąd uwzględni go przed terminem wpłacenia pierwszej raty układowej, wyznaczonym na październik tego roku, to zatwierdzone postępowanie układowe z wierzycielami będzie umorzone, zaś majątek Kama Foods wyceniony (wartość księgowa) na 200 mln zł pójdzie pod młotek.

Upadłość Kamy jest oczekiwana przez licznych potencjalnych inwestorów krajowych i zagranicznych (m. in. Aleksandra Gudzowatego), gdyż wtedy przejmą bardzo nowoczesny zakład z gotową tłocznią do przerabiania rzepaku na olej (w jego wyposażenie zainwestowano ponad 70 mln USD).

Większościowym inwestorem Kamy Foods (do stycznia 2000 r. znanej jako Nadodrzańskie Zakłady Przemysłu Tłuszczowego) jest amerykański White Eagles Industries, mający w niej około 70 proc. akcji. Kolejnych po 15 proc. kapitału mają skarb państwa i pracownicy firmy.

Źródło: Rzeczpospolita